acf domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/klient.dhosting.pl/pspa2/epl.dkonto.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6131insert-headers-and-footers domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/klient.dhosting.pl/pspa2/epl.dkonto.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6131Zgodnie z najnowszym cennikiem, elektryczny Ford Mustang podrożał najbardziej w podstawowej odmianie z małą baterią i tylnym napędem. Odmiana, która niegdyś kosztowała od 276 500 zł teraz startuje od 292 tys. zł. To wzrost o 15,5 tys. zł, czyli 5,6 procenta. Z kolei topowa odmiana to wydatek już niemal 400 tys. zł. W tym przypadku podwyżka była marginalna, gdyż o jedyne 3 tys. zł.
| Model | Poprzednia cena | Obecna cena | Różnica |
| Ford Mustang Mach-E 75 kWh RWD | 276 500 zł | 292 000 zł | +15 500 zł |
| Ford Mustang Mach-E 75 kWh AWD | 300 000 zł | 314 000 zł | +14 000 zł |
| Ford Mustang Mach-E 98 kWh RWD | 306 000 zł | 320 000 zł | +14 000 zł |
| Ford Mustang Mach-E 98 kWh AWD | 346 000 zł | 349 000 zł | +3000 zł |
| Ford Mustang Mach-E GT 98 kWh AWD | 396 000 zł | 399 000 zł | +3000 zł |
Porównując obecny cennik do tego z końca 2021 roku, podstawowy Mustang Mach-E podrożał o bagatela 75 880 złotych. W ujęciu procentowym jest to 85 procent. W efekcie uaktualnień cenników Ford jest o 34-69 tysięcy droższy od Tesli Model Y i o ponad 100 tys. od Hyundaia Ioniq 5.
]]>Największą popularnością cieszą się egzemplarze z napędem na wszystkie koła i akumulatorem o zwiększonej pojemności – 98 kWh. Przyjęto już ponad 400 zamówień na takie auta. Drugim najpopularniejszym wyborem są samochody z napędem na tył o standardowej pojemności baterii – 75 kWh. Ford Polska przyjął na nie 343 zamówienia. Zainteresowaniem cieszy się także wersja GT. Od wprowadzenia jej na rynek przyjęto 152 zamówienia na takie samochody. Powyżej 100 zamówień odnotowano także na wersję z napędem na tył i baterią o zwiększonej pojemności, która pozwala na przejechanie nawet 610 km.
Jak ujawnia firma, zdecydowanie najwięcej klientów decydujących się na zakup Mustanga Mach-E pochodzi z Warszawy, gdzie złożono łącznie 221 zamówień. Podium uzupełnia Kraków i Wrocław, gdzie odnotowano odpowiednio 78 i 76 zamówień. Jednakże pierwszy elektryczny SUV Forda cieszy się popularnością w całym kraju, gdyż powyżej 50 zamówień zebrano także w Częstochowie, Gdańsku, Łodzi i Nowym Sączu.
Ulubionym kolorem polskich klientów jest Absolute Black (236 zamówień) oraz Lucid Red (231 zamówień). Popularność lakierów specjalnych i metalizowanych potwierdzają także kolejne dane sprzedażowe. Ford Polska odnotował bowiem 125 zamówień na Star White, 110 na Dark Matter Grey, 96 na Space White, 94 na Cyber Orange oraz 80 na Grabber Blue. Spora grupa klientów (487) decyduje się także na pakiet Technology Plus, który zapewnia im m.in. panoramiczny dach, system kamer 360 stopni czy system audio B&O o mocy 560 Wattów. Drugą najpopularniejszą opcją okazał się pakiet Technology, który wybrało 254 klientów.
– Mustang Mach-E to przełomowy model dla Forda pod wieloma względami. Jestem przekonany, że nasze potężne inwestycje w samochody elektryczne pozwolą Fordowi na stabilny rozwój i przewodzenie elektrycznej rewolucji – także w Polsce. Już teraz obserwujemy transformację rynku i zmianę upodobań klientów. Jest to niezwykle ciekawa podróż, w której nie możemy doczekać się kolejnego etapu. W ostatnich tygodniach do Mustanga Mach-E dołączył bowiem E-Transit, a za chwilę na rynku pojawią się kolejne elektryczne samochody z błękitnym owalem – powiedział Piotr Pawlak, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska.
Źródło: na podstawie Ford Polska
]]>Ceny pojazdów w przeciągu ostatnich dwóch lat dosłownie galopują. 30 procentowe wzrosty nie przestały dziwić, przynajmniej w przypadku samochodów spalinowych. – Zamiast zwyczajowej wyprzedaży rocznika, czekają nas dalsze podwyżki cen samochodów – średnio o 15-20 proc. rok do roku (red.) – powiedział Michał Knitter, wiceprezes Carsmile. Jego ocena opierała się choćby na takich założeniach jak puste place, brak wyboru, opóźnienia w produkcji i niedobory części. Potwierdzeniem ciężkiej sytuacji w sektorze automotive jest choćby początek roku, kiedy jeszcze parę lat temu był to najlepszy moment do zakupu pojazdów, ze względu na wyprzedaże i 20-25 procentowe obniżki cen wyjściowych, a dziś sprzedawcy albo w ogóle nie udzielają rabatów, albo są one minimalne.
Dotychczas te problemy omijały jednak pojazdy elektryczne, które stanowiły w pewnym sensie filar sprzedaży o stabilnych cenach. Do teraz. Proces podwyżek z przytupem rozpoczęła Tesla, która na przestrzeni tygodnia podniosła je dwukrotnie. W efekcie najbardziej popularny Model 3 z tylnym napędem (wersja bazowa) podrożał o 17 tysięcy złotych (7,5%) z 227 990 do 244 990 zł. Ponadto bez dokupowania dodatków auto będzie do odebrania (szacowany okres) dopiero w lutym 2023 roku, a za dopłatą 8 tys. zł do 19-calowych felg, w listopadzie 2022. O 17 tysięcy złotych zwiększyły się też ceny dla jednej z popularniejszych odmian Modelu 3, czyli Long Range. Wzrost z 267 990 do 284 990 zł nie wpłynął natomiast na terminy dostaw. Nadal wariant z 18 calowymi kołami odbierzemy w lutym 2023 roku, a z 19-calowymi (dopłata 8 tys. zł) w listopadzie 2022. Z kolei o 18 tys. zł zwiększyła się cena najmocniejszego wariantu Performance. 6,3 procentowa podwyżka z 287 990 do 305 990 zł stawia ten model dość wysoko, niemal zrównując się z BMW i4 M50, które startuje od 309 900 zł. Wzrost cen objął również najmłodszy z modeli Tesli – Model Y Long Range, którego cena zakupu zwiększyła się o 15 tys. zł z 299 990 do 314 990 zł. Bez zmian pozostał koszt zakupu Modelu Y Performance – od 329 990 zł.
Nowy cennik opublikował właśnie Ford. Jeszcze na początku marca, Mustang Mach-E kosztował od 223 120 zł za wariant o mocy 269 KM z akumulatorem 75 kWh. Mocniejsza odmiana (294 KM i 98 kWh) kosztowała od 254 570 zł, a topowa GT (487 KM i 98 kWh) od 342 000 zł. Teraz ceny te zdecydowanie się zwiększyły. Zgodnie z najnowszym, opublikowanym właśnie cennikiem, odmiana tylnonapędowa z akumulatorem 75 kWh jest droższa o 39 880 zł (263 tys. zł), a z większą baterią (98 kWh) o 37 430 zł (292 tys. zł). Warianty AWD (ang. All-Wheel Drive) podrożały odpowiednio o 29 440 zł (75 kWh) oraz o 39 690 zł (98 kWh), czyli odpowiednio do 286 tys. zł i 332 tys. zł. Największy wzrost ceny nastąpił w przypadku topowej wersji GT. Zainteresowani klienci będą musieli zapłacić o 40 tys. zł więcej, czyli minimum 382 tys. złotych.
Jak na razie jedynie Tesla i Ford postanowiły znacząco podnieść ceny swoich samochodów. Z dostępnych informacji wynika, że takie marki jak Volkswagen, Seat, Skoda czy Renault nie planują w najbliższym czasie aktualizacji cenników.
Można jednak domniemywać, że wzrosty cen pojazdów w tym elektrycznych mogą jednak pojawić się w drugiej części roku. W dużej mierze jest to wynik wojny na Ukrainie. Zgodnie z Benchmark Mineral Intelligence, ceny niklu, litu i innych kluczowych składników dla samochodów elektrycznych zwiększyły się. Co gorsza może to wpłynąć, że trend spadku cen akumulatorów litowo-jonowych, który trwa od 30 lat. Warto podkreślić, że Ukraina jest głównym producentem neonu, który ma kluczowe znaczenie dla laserów stosowanych w produkcji chipów i dostarcza ponad 90 procent neonu klasy półprzewodnikowej do USA. Ponadto około 35 procent palladu, używanego w półprzewodnikach, pochodzi z Rosji. Nie można też zapominać o platynie, niklu, miedzi czy aluminium.
Jak podał The Wall Street Journal, 25 lutego na Londyńskiej Giełdzie Metali, nikiel kosztował około 24 000 USD za tonę. Do 8 marca jego cena wynosiła do 80 000 USD. Dziennik podkreślił również, że rola Rosji jest o wiele ważniejsza w przypadku produkcji niklu do akumulatorów używanych w pojazdach elektrycznych. Dyrektor generalny Benchmark Mineral Intelligence napisał na Twitterze, że 20 procent dostaw pochodzi od jednej rosyjskiej firmy.
Producenci pojazdów są świadomi tej sytuacji. Elon Musk napisał na Twitterze, Tesla planuje odejść od stosowania w swoich standardowych samochodach ogniw litowo-jonowych, które są bardzo wrażliwe na nikiel. Nazywając ten surowiec „największym problemem firmy w zakresie skalowania„. Zgodnie z jego słowami, amerykański producent pojazdów elektrycznych, będzie przechodzić na technologię katod żelaznych, ale trudno powiedzieć, jak długo potrwa ten proces i kiedy się rozpocznie.
Agencja Reuters podała natomiast, że produkcja akumulatorów bez niklu nie jest niemożliwa – Volkswagen i inni producenci samochodów analizują inne technologie wytwarzania akumulatorów, które nie wykorzystują niklu ani kobaltu (którego cena również rośnie). W efekcie możliwe, że jesteśmy na początku kolejnego wyścigu, którego celem będzie opracowanie nowych technologii bez uwzględniania drożejących surowców. Dopóki jednak nie opracuje się takowej technologii trzeba będzie pogodzić się z podwyżkami cen.
Maciej Gis
]]>